Jest różnica między nazywaniem chama chamem a przedstawianiem siebie i swoich poglądów jako jedynie słusznych. To pierwsze to stwierdzenie faktu, to drugie – totalniackie gadki wzięte wprost od wujaszka Soso albo Adolfa.

Po najsampierwsze – jak nazywam chama chamem, albo idiotę idiotą, to reprezentuję tylko swoje zdanie (tylko tak jakoś dziwnym trafem jest ono zbieżne ze zdaniem jeszcze kilku osób). Niektórzy jednak, tak z lewa jak i z prawa (choć bardziej z prawa), uznają, że są głosicielami jedynej prawdy objawionej i kto się z nimi nie zgadza, ten zaprzaniec i wróg. Jak to ujmuje linkowany z boku Eli Wurman:

„Zasada jest uniwersalna: my, brukselscy siepacze, cyngle Michnika, pedalskie lobby nie domagamy się, by jedynie nasze znaczenia były obowiązujące: chcesz swoje, masz swoje lepsze – używaj ich, propaguj, przekonuj. Tylko, urm, hurm, weź się odpierdol. Co oczywiście było świetnie widoczne przy okazji ZOMG DZIECIACZEK TERLIKOWSKIEGO PŁACZE, płacze bo pedały chcą zabrać. A to przecież tylko i wyłącznie odwrócenie języka, z jakiego korzysta Terlikowski, no ale teraz to jest skandaliczne, bo słowa nie służą już prawdzie, tylko służą teraz jakimś paskudnym celom pedalskiej międzynarodówki, w najlepszym przypadku są obleśnym żartem wykolejonych ludzi.”

Ot i właśnie. Ja nikomu nie bronię nazywać rzeczy inaczej, byle tylko nie gadał głupot. Jeżeli kogoś nazywam idiotą, to zwykle uprzejmie wyjaśniam dlaczego: bo gada niepoparte faktami farmazony, zmyśla coś, łyka medialną papkę albo partyjną propagandę i nawet się nad tym nie zastanowi. Jak widzę, że nas rząd robi w wała, to o tym piszę. Jak coś wzbudza moje podejrzenia, to robię tzw. research, o co w tym cyrku chodzi, i też o tym piszę. Przykład? Wielka sądowa awantura o opiekę nad dzieckiem – mamusia podobno ma nie całkiem dobrze pod głowicą, znęca się nad dzieckiem, wobec czego pan tatuś zgłasza sprawę do sądu, a ten spuszcza go na drzewo. Ja rozumiem, że niektórzy mogą być wzburzeni albo przewrażliwieni, więc jakoś mentalnie odfiltrowuję nadęty język pana tatusia u Fiatowca na blogu i zostaje mi sam wniosek, czyli sąd se w kulki leci. I wszystko byłoby OK, gdyby jeden z tatusiowych świadków nie wyjechał z tekstem rodem z oddziału dla paranoików szpitala w Kocborowie. W tej sytuacji gówno trafia w wiatrak i pan tatuś traci moje zaufanie. Skoro świadek ma jedno urojenie, czemu nie może mieć urojeń na inne tematy? Szczególnie te istotne dla sprawy?

Drugi problem w tym, że tonący brzydko się chwyta. Jak Pan W Swetrze kazał mi przytoczyć „STO!” opinii negatywnych na jego temat, dostał je w dwóch ładnie zagregowanych pakietach. Po czym stwierdził, że to są tylko dwie opinie i gdzie pozostałych dziewięćdziesiąt osiem. Z trudem się powstrzymałem od krótkiego wyjaśnienia, co się w linkach znajduje, zakończonego ulubioną odzywką Kapitana Bomby, czyli „…tępy chuju.” Ale cóż, jak się takiemu wydaje, że artefakt z kompresji FLV w niskiej rozdzielczości to ubrana na biało postać, to od razu widać, że się cymbał na internetach nie zna, a się mądrzy.

A wracając do odwracania języka: totalniaka można bardzo łatwo strollować używając jego języka przeciwko niemu. Nawet jak totalniak skuma, że jest trollowany, jego kontra jest cienka jak tygodniowa Mazowszanka bez kapsla. Co bowiem zrobi? To co umie, użyje totalniackiego języka, który znowu będzie można ośmieszyć równie lichymi argumentami. No, chyba że taki trolling konkretnie trzaśnie go w łeb, jak Świętego Pawła, i biedak skuma, jakie pierdoły wygaduje bez zastanowienia. Niestety, jak dowodzi wyżej Eli Wurman, większość totalniaków, z Tomaszem T. (i jego psem) na czele to zadufane w sobie i przekonane o najichszości ich racji buce. Jakby takiemu nie tłumaczyć, że samolot to nie lita gazrura z siekierkami zamiast skrzydeł, nie dotrze do niego – on jest PAN INŻENIER, on RĄBAŁ DREWNO i dzięki temu zna się na samolotach.

Inny przykład odróżniania uzasadnionego poglądu od totalniactwa: i ja, i paru prawicowców głosiliśmy pogląd o łatwiejszym dostępie do broni palnej. Mnie się odwidziało, im nie. Ich argumenty: lewacy nawołują do rozbrojenia społeczeństwa, żeby mieć nad nim absolutną kontrolę, a broń palna jest takim samym gwarantem wolności jak wolność słowa, dlatego właśnie oni, prawicowi i uzbrojeni, są gotowi strzelać do lewaków pod byle pretekstem, żeby uczynić świat lepszym i bardziej wolnym. I shit you not, oni rzeczywiście tak myślą. Moje argumenty były natomiast dużo bardziej przyziemne: nasza policja jest leniwa, zepsuta i źle opłacana (przykład z wczoraj, idę ci ja wczoraj o północy przez zadupie, widzę dziewczę w czerwonym w pozycji embrionalnej pod płotem, więc wyciągam słuchawkę z ucha i zmieniam kierunek, na co stojący obok gnojek wyjeżdża mi z tekstem pt. „spierdalaj”. Dwieście metrów dalej dwa pany policjanty wlepiają kierowcy banditenmotorwagena na truposzkowskich blachach mandat, więc cierpliwie czekam aż skończą i zwracam im uwagę na dziewczę w czerwonym leżące dwieście metrów dalej. Odpowiedź pana policjanta to bardzo oburzone „my tu pracujemy!”), a prokuratorzy jeszcze gorsi, więc jeżeli ktoś mnie napadnie, to szybciej będzie w uzasadnionym przypadku palnąć mu chociaż w kolano niż dać się okraść i zgłosić sprawę na policji (jeśli w ogóle będę w stanie), po drugie bandyci i tak mają od cholery nielegalnego sprzętu przekręconego stąd bądź z owąd, więc jak ktoś im się narazi, to niech chociaż będzie odpowiednio zabezpieczony, a po trzecie komendanci przyznają pozwolenia po uważaniu i niekiedy totalnie z dupy. Wszystko pięknie ładnie, tylko nagle ktoś wytyka mi, że Polacy są za głupi żeby nawet po spełnieniu wymagań wstępnych mieć broń. Ano fakt, po pijaku nawet porządni biznesmeni i prawnicy rozrabiają, a o posłach nie wspominam, bo hołota. To oczywiście nie zmienia mojego zdania o 180 stopni, a tylko każe doprecyzować pogląd o to, że najpierw trzeba Polaków nauczyć przestrzegania przepisów, żeby im zrobić tak dobrze jak w przestrzegających przepisów Stanach Zjednoczonych, a przynajmniej tej ich części, w której pozwolenia na broń wydaje się na zasadzie „dać jeśli spełnia wszystkie warunki” tudzież „każdy niekarany i zdrowy psychicznie obywatel może posiadać broń i nie potrzebuje do tego żadnego papierka”. Biorąc pod uwagę, że przepisy Polak ma genetycznie w dupie, uznaję jednak wizję powszechnego dostępu do broni na zdrowych zasadach za naprawdę cholernie odległą.

Niestety totalniackie tendencje w języku naszych polityków już zostały zasiane i wyłażą z każdej strony. Jarosław Kaczyński to przykład oczywisty, ale innym też się wydaje, że ich sposób myślenia i prywatne uprzedzenia powinny obowiązywać całe społeczeństwo. Nie znaczy to jednak, że każdy kto głosi poglądy sprzeczne z mainstreamem jest totalniakiem – argumentacja „bo Polska jest krajem katolickim i dlatego aborcja jako akt zabójstwa powinna być zakazana” to jeszcze nie totalniactwo. Totalniactwo zaczyna się, kiedy większość przestaje się z takim delikwentem zgadzać, co on kwituje tekstem, że większość to na pewno nie prawdziwi Polacy, bo śmią myśleć inaczej niż on. Logicy nazywają to „błędem prawdziwego Szkota” (No true Scotsman fallacy). A ja nikomu nie odmawiam prawa do bycia Polakiem czy katolikiem, ja tylko stwierdzam moją, popartą obserwacją, opinię że jest głupi…