Motto: „Franz, nie wygłupiaj się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, znamy się prawie 20 lat. Co ty myślisz, że to ja strzelałem? To nie ja, to ten świr, ja tylko wykonałem wyrok na skurwysynie. Błagam cię, Franz, uspokój się. Przecież sam mówiłeś, że trzeba robić porządek, no? Myślisz, że ja zdradziłem? Ja nikogo nie zdradziłem, ciebie nie zdradziłem, Franz. Przecież parę razy chcieli cię stuknąć, nie pozwoliłem im. Franz, na co miałem czekać? Robiłem to samo co ty, na sądy miałem czekać? Skoczyłem do gardła skurwysynom!” (Olo Żwirski z filmu „Psy”)

Czytam to już po raz kolejny i nie dowierzam. Otóż funkcjonariusz prawicowego propagitu Lisiewicz z „Der Sturmera” wystosował list otwarty do partii Razem. List ów jest, w największym skrócie, krańcowo nieszczerym, łzawym bełkotem przypominającym nieco błaganie Ola Żwirskiego z „Psów”, a nieco wypociny bierutowsko-gomułkowskiej propagandy z najciemniejszego PRLu. Co nie powinno nikogo zdumiewać, partia Razem nie zaszczyciła go odpowiedzią i (off the record) podziela moje zdanie co do nieszczerych intencji autora i jego zleceniodawców.

„Z kolei tym z partii Razem, którzy przeczytają te słowa, a nie znają „Gazety Polskiej”, lecz tylko stereotypowe wyobrażenie o niej w mediach nam wrogich, wyjaśnię, że nasza linia jest radykalnie antykomunistyczna i równie radykalnie przeciwna wywodzącej się z postkomunistycznego biznesu oligarchii.” pierdoli beztrosko Lisiewicz, formą przecząc treści. „Wrogie media”, „nasza linia”, co to ma być jeżeli nie bełkot stalinowskiego politruka? Szczególnie, że Elżbieta Isakiewicz i Piotr Wierzbicki mogliby o historii „Gazety Polskiej” opowiedzieć kilka bardzo ciekawych rzeczy. Swoje wymiociny Lisiewicz kontynuuje: „Natomiast my, w „sekcie smoleńskiej”, zawsze otwarci byliśmy na tradycje lewicy niepodległościowej.” Oczywiście, promując endeckich prymitywów od Dmowskiego po Ziemkiewicza. A to dopiero początek.

No kurwa.

Swoje nieszczere umizgi Lisiewicz kieruje następnie do młodej feministki Marceliny Zawiszy, chwaląc ją wprost za to, że dokopała Kubie Wojewódzkiemu. Kuba Wojewódzki, za swój gest wtykania biało-czerwonej flagi w znalezioną na trawniku Polskę, jest ideologicznym wrogiem kaczystowskiego betonu – bo tym gestem obnażył całą miałkość i fanfaronadę tego obozu. A że jest chamskim Piotrusiem Panem, no cóż, gdzież mu w chamstwie i buractwie do już wymienionego Ziemkiewicza chociażby. Protekcjonalnie poklepując Razem po główkach, Lisiewicz postuluje: „Proponuję więc: przystopujmy na razie z nadmiernie ostrą krytyką Razem. Tym bardziej że stoi ona przed kluczowym dla siebie wyborem.” Prosty wybór, albo jesteście z nami, albo znowu wyciągniemy fotkę Zandberga w koszulce z Marksem, bo nic więcej na was nie mamy. Problem w tym, że wbrew ignorancji ideologicznie tresowanego prawicowego motłochu, sam Marks nie zalecał rozwiązań siłowych, ostrzegając, że równie dobrze mogą one doprowadzić do wzajemnej zagłady.

W równie żenujący i prawicowy z gruntu sposób Lisiewicz odwołuje się do nostalgii, rozwodząc się nad tym, jak to razem z obecnym członkiem Razem i jakimś odrzutem z zapomnianej już lewicowej kanapy protestował przed rosyjską ambasadą przeciwko inwazji na Czeczenię. Czeczenię, z której sto tysięcy uchodźców Polska przyjęła, jakoś nie zaprzątając sobie głowy tym, że uchodźcy i potencjalni terroryści pokroju Basajewa czy Umarowa wyznają tę samą, salaficką odmianę islamu. Bo, ehehe, wiecie, wytycznych nie było, że imigranci, wszy, tyfus plamisty, gwałty i dżihad. Dzisiaj natomiast, jako że wytyczne są, ta sama prawica powtarza tępo propagandę cygańskiego krętacza Órbana, że imigranci, wszy, tyfus plamisty, gwałty i dżihad, a Polak Węgier dwa bratanki, zakłamane mściwe chamki.

Jakby tego było mało, Lisiewicz – tak jak wcześniej jego koledzy z IPNu, z Zychowiczem na czele, robi kurwę z historii, wygadując wyrwane z kontekstu farmazony o przedwojennych PPSowcach i rozłamie wśród nich pod wpływem ideologii Lenina. A na koniec wali takim gwoździem z historii najnowszej: „Po 1989 r. nie powstała w Polsce znacząca tradycja lewicowa, odwołująca się do obozu, który wybrał Pragier, po 1945 r. antykomunistyczny emigrant.” No tak, nie powstała, bo sami żeście ją zadusili, wykańczając Kuronia i Mazowieckiego. Uwłaszczyliście się na FOZZie i Ruchu, wleźliście w dupę klechom tak, że tylko pięty wam z biskupich odbytów wystają, i rżniecie głupa. A wasi kolesie z IPNu wywindowali na piedestały kolaborantów, dezerterów z KBW i zwykłych bandytów, wbrew temu co pisał inny antykomunistyczny emigrant z przedwojennego PPSu, Zygmunt Zaremba. Wytarzaliście w gównie bohaterów pokroju generała Fieldorfa i rotmistrza Pileckiego, oraz bogu ducha winne ofiary ideologicznego amoku komunistów i własnej młodzieńczej naiwności, jak sanitariuszka „Inka”. Ludzi, których Razem chce (ponownie, off the record) odsiać od tych wszystkich Burych Ogniów i innych mocno podejrzanych Brygad Świętokrzyskich. Bo wbrew bagatelizowaniu tej kwestii przez Lisiewicza, trzeba będzie skonfrontować niewygodną prawdę z całą dotychczasową propagandą – zarówno tą komunistyczną, jak i antykomunistyczną. Nie ma ludzi z brązu.

A na koniec, Lisiewicz z porażającą dezynwolturą zadaje pytanie: „Co powiecie na sojusz z Macierewiczem?” Chyba tylko przejawiana przez członków Razem osobowość Pollyanny powstrzymała ich od powtórzenia po lewicowym blogerze Eli Wurmanie „weźcie spierdalajcie„. Antoni Macierewicz, czego nie zafałszują żadne media, a zwłaszcza te niezależne (od rozumu), to maniak, któremu ogląd rzeczywistości kompletnie zastąpiły paranoiczne majaki. Zamiast otworzyć archiwa SB tak, by mógł tam zajrzeć każdy, Macierewicz oddał je pod straż partyjnych cerberów, sięgających doń po uważaniu, tylko po to by skompromitować politycznych konkurentów. Wywiad wojskowy, weryfikowany co najmniej dwukrotnie, zniszczył, pozbawiając ochrony wywiadowczej polski kontyngent w Afganistanie, a raport ze zniszczenia kazał prywatnie, w niewiadomym celu, przetłumaczyć na rosyjski. W końcu, z uporem maniaka, wbrew wszelkim faktom, nachalnie forsuje idiotyczną teorię o tym, jakoby katastrofa prezydenckiego samolotu w 2010 roku była zamachem, podpierając się argumentami kliki niekompetentnych bęcwałów.

Co jest celem tej żenującej gierki? Czy chodzi o trwający od dekady zatarg między PiS i SLD, nakręcany za cenę życia i zdrowia wielu ludzi skrzywdzonych przez dyspozycyjnych prokuratorów? O demontaż leżącej już na deskach i liczonej Platformy Obywatelskiej? O powstrzymanie zmiany, której partia Razem jest zaledwie zwiastunem, a której sens zawiera motto „Inna polityka jest możliwa”? Jedno jest pewne: prawica się boi. Boi się przeciwnika, wobec którego nie może zastosować ćwiczonych od ćwierć wieku brudnych sztuczek, przeciwnika na którego nie ma teczek w IPN.